Bea Johnson o Zero Waste

bea johnson zero waste

Dzisiaj, po krótkiej przerwie od zapożyczonych zza granicy tekstów o Zero Waste i ekologii, mam dla Was coś od samej Bei Johnson, ikony ruchu Zero Waste. Kto nie słyszał o niej i jej słoiku? Cóż, pewnie niewiele osób interesujących się środowiskiem w takim stopniu, by szukać swojej drogi w ZW. Jednak kto nie słyszał, ma szansę zagłębić się w historię o pięciu R koncepcji Zero Waste według Bei Johnson.

Tak, dzielcie się tłumaczeniem, koniecznie! Tylko jeśli wrzucacie je poza facebooka to proszę dodajcie link do Diabeł jest zielony, ponieważ poświęciłem trochę czasu, żeby przetłumaczyć dla Was i innych osób ten tekst i to będzie w porządku. Z góry dziękuję i zapraszam do miłej lektury 🙂

zero waste bea johnson

Królowa Zero Waste opowiada o pięciu R w jej ekologicznym stylu życia: Refuse, Reduce, Reuse, Recycle, Rot*

(* Odmawiaj, Ograniczaj, Używaj ponownie, Recyklinguj, Kompostuj – dalej piszę już polską wersję, ale kiedy mowa jest o pięciu R, to oczywiście odnosi się to do angielskiej wersji 🙂 )

Minimalistyczny, prosty styl życia Bei Johnson miał znaczący wpływ na całe jej życie, od elastycznej garderoby, przez współdzielone z mężem przyrządy toaletowe, aż po kreatywny make-up.

– Odkrywca

Dorastałam w południowej Francji z moimi rodzicami i dwoma braćmi. Znosiłam do domu masę rzeczy i nie nazwałabym tego myśleniem o środowisku, ale za to mój tata potrafił naprawić wszystko, nawet żarówki, a moja mama szyła wszystkie nasze ubrania. Bardzo dużo gotowała, wekowała, szyła, dziergała. Ja byłam ignorantką.

Po szkole średniej, w przeciwieństwie do mnie, moi znajomi mieli plan na życie. Ja miałam słabe oceny z angielskiego, więc pomyślałam że powinnam wyjechać na wymianę zagraniczną i przeprowadziłam się do Kalifornii. Pod koniec roku, kiedy miałam 19 lat, spotkałam mojego męża Scott’a.

zero waste bea johnson

– Wymiana kulturalna

Po ślubie mieszkaliśmy w Londynie, Amsterdamie i Paryżu – mój mąż był menadżerem projektowym dla firmy technologicznej – ale kiedy zaszłam w ciążę, pragnęłam doświadczyć życia amerykańskiej mamy, takiego jakie widywało się w telewizji. Zamieszkaliśmy wtedy w wielkim domu na przedmieściach San Francisco. Po siedmiu latach wożenia wszędzie moich synów, Maxa i Leo, jakaś część mnie miała dość.

W 2006 roku zdecydowaliśmy wynająć mieszkanie na rok, żeby spokojnie poszukać jakiegoś domu bliżej miasta. Wprowadziliśmy się tam z minimalną ilością potrzebnych rzeczy i właśnie w ciągu tego roku odkryłam wspaniałość prostego życia.

– Ustanawianie celu

Kiedy znaleźliśmy nowy dom i odebraliśmy wszystkie nasze rzeczy z magazynu, zaczęliśmy rezygnować z tej części, którą zgromadziliśmy, a nawet za nimi nie zatęskniliśmy. W 2008 roku zdecydowaliśmy zaadaptować bardziej przyjazną środowiskowo drogę życia do swoich warunków. Monitorowaliśmy ile zużywamy energii, wody i jakie śmieci wyrzucamy.

Pewnego dnia dowiedziałam się o terminie ‘zero waste’, który w tamtym czasie był używany tylko po to, żeby opisać praktyki związane z produkcją i zarządzaniem odpadami na poziomie miasta, nie w odniesieniu do czegoś, co robisz w swoim domu.

Pomyślałam sobie: zero waste? Czy to w ogóle jest możliwe? Jednak właśnie to stało się moim celem.

zero waste bea johnson

– Życie zero waste

Kiedy tylko zero waste zagościło się w mojej głowie, wszystko zaczęło się zmieniać. Wtedy zaczęłam wracać do tego, jak zostałam wychowana – by myśleć o tym, jak wydłużyć życie kilku przedmiotów znajdujących się w domu poprzez naprawianie ich jak mój tata oraz o alternatywach dla pakowanej żywności. Zaczęłam produkować własny ser, masło, mleko sojowe, chleb. Jednak w momencie, w którym odwiedziłam moją mamę we Francji dotarło do mnie, że zbyt sobie skomplikowałam to zero waste. Nie było powodu by wypiekać własny chleb, kiedy mogłam po prostu zabrać ze sobą poszewkę od poduszki do piekarni (żeby go zapakować – przyp.tłumacza) – tam piekli o wiele lepszy niż ja. A jaki jest cel w robieniu własnego sera, jeśli mogę wziąć go w sklepie do własnego opakowania?

Krok po kroku zrezygnowaliśmy ze wszystkich skrajności i właśnie wtedy powstał system, którego zaczęliśmy się trzymać na dłuższą metę.

– Droga Pięciu R

Nasza metodologia to pięć R*: odmówić, zredukować, użyć ponownie, recyklingować i kompostować, dokładnie w tej kolejności. Ideałem nie jest by więcej rzeczy poddawać recyklingowi, a właśnie by recyklingować mniej. Odmawiamy gratisom – na przykład wizytówkom. Ludzie, z którymi rozmawiałam już przez email dawali mi swoje wizytówki. W jakim celu?

W samolotach nie braliśmy zapakowanych posiłków. W hotelach są szampony, ale my przynosiliśmy własne mydło, którym można umyć włosy, twarz, ciało, a którego mój mąż używa także do golenia. Jeden produkt, sprzedawany bez opakowania, eliminował cztery inne. Bardzo proste.

Każde z nas ma swój osobisty komputer i smartfon, ale kupujemy je używane, z drugiej ręki. Nasze ubrania także są używane. Moja szafa składa się z 15 elementów, ale potrafię z tego stworzyć 50 outfit’ów, a wszystkie mieszczą się w jednej torbie.

– Korzyść dla twarzy

Robię własne kosmetyki do make-upu. Na oczy nakładam kohl zrobiony z palonych migdałów. Mój bronzer to czekolada w proszku, kupowana na wagę: kosztuje 72 centy za mały słoiczek. Żeby dodać blasku ustom, policzkom oraz by wygładzić włosy robię wielozadaniowy balsam z pszczelego wosku i oleju roślinnego. Pozwalam moim włosom urosnąć aż do łokci, a potem je ścinam i wysyłam organizacji, która robi peruki dla pacjentów z nowotworami.

Kiedyś myłam włosy sodą oczyszczoną i stosowałam płukankę z octu jabłkowego, ale mój mąż pewnego razu stwierdził, że pachnę jak sos winegret. Nie polecam też mchu zamiast papieru toaletowego. Ani pokrzywy jako środku do powiększenia ust – to bardzo bolesne.

zero waste bea johnson

– Sprytny boksing

W 2009 roku obejrzałam film, który nazywał się, z tego co pamiętam, Julie. (w rzeczywistości nazywał się Julie & Julia). Nigdy nie prowadziłam bloga.

Mówiliśmy naszym przyjaciołom, znajomym i ludziom, z którymi się spotykaliśmy o naszym zero waste. Zaprosiliśmy nowych znajomych do naszego domu na obiad. Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam, że kobieta trzyma w dłoniach wielkie pudło ciastek. Pomyślałam :
„Pewnie nie bierze naszego zero waste na poważnie”. Tego wieczora oznajmiłam mężowi, że muszę zacząć pisać bloga.

Na początek po prostu spisałam swoje zasady dla przyjaciół i rodziny, żeby lepiej zrozumieli dlaczego to dla nas takie ważne. Podchwycił to The New York Times i napisał o nas artykuł.

– Zero tolerancji

Po tym jak artykuł się ukazał, czytelnicy mieli nas za hipisów żyjących w lesie. Mówili: „Jestem pewny, że nie goli nóg” albo „To ohydne, co robią swoim dzieciom, deprawują je” tylko dlatego, że powiedzieliśmy, że nie jemy w restauracjach fast-food.

Zrozumiałam dlaczego ludzie się wkurzają.

Za każdym razem kiedy nasza historia trafiała do nowego kraju, w którym ludzie nie mieli pojęcia czym jest zero waste, myśleli, że chcemy być „najzieleńszymi” ludźmi na Ziemi. Nigdy tak nie powiedzieliśmy. Jesteśmy tutaj, żeby powiedzieć, że życie według zasad zero waste jest kompletnym przeciwieństwem tego, co ludzie myślą. Nie kosztuje więcej – zaoszczędziliśmy wielką ilość pieniędzy, 40 % naszego budżetu – stać nas było na styl życia oparty o doświadczenia, nie o rzeczy.

W wieku 17 i 16 lat, moje dzieci nurkowały z humbakami, wspinały się po lodzie, skakały ze spadochronem. To życie oparte na „byciu” zamiast „posiadaniu” sprawia, że różnią się od innych dzieci.

zero waste bea johnson

– Jar head

To, co znajduje się w moim słoiku to wszystkie rzeczy, których moja rodzina nie była wstanie poddać metodologii pięciu R. Ten słoik jest z 2017 roku. Zawsze noszę na wykłady zeszłoroczny słoik z odpadami. Tak naprawdę ten konkretny jest bardzo upchnięty – gdyby go odkręcić eksplodowałby wszystkim, co znajduje się w środku. Jest w nim pianka ze słuchawek mojego syna, włosie z naszych bambusowych szczoteczek (nie jest kompostowalne), soczewki kontaktowe Scott’a, zielony aparat na zęby syna, metki od ubrań, których musiałam się pozbyć bo łaskotały i drapały skórę, bo drapały niemiłosiernie.

Kiedy mówię, moja pasja się budzi. Ograniczyliśmy spotkania z ekipami filmowymi w naszym domu, bo dzieciaki mają już tego dość – doszło nawet do tego, że zaczęły pytać czy mogę im zapłacić za uczestnictwo. Chcę uszanować ich prywatność. Ale jestem tutaj, żeby powiedzieć, że próbowaliśmy tego i tamtego, niektóre rzeczy wypaliły, inne nie. I że wszyscy powinni robić to, co mogą zrobić.

Źródło fotografii i tekst:

http://www.scmp.com/magazines/post-magazine/long-reads/article/2129442/zero-waste-queen-five-rs-her-eco-friendly

Tłumaczenie: Diabeł jest zielony