Blogerzy Zero Waste – The Guardian, 2016

zero waste blogerzy

Blogerzy Zero Waste

Gdzieś na grupie Zero Waste Polska, w ciągu tego tygodnia natrafiłem na dyskusję o krytyce i czepialstwie. Odruchowo zastanowiłem się czy mogę jakoś wesprzeć ludzi, którzy mają pasję i nie chcą jej stracić przez nieprzyjazne im osoby oraz dla tych, którzy dopiero zaczynają i mogą się zniechęcić przez taką postawę. I tak, mogę. O takich postawach, osób ostro krytykujących małe kroki początkujących, jest artykuł, który w 2016 roku ukazał się w serwisie The Guardian.

Można (a nawet trzeba!) się dzielić tym tekstem z innymi, ale bardzo proszę o linkowanie do strony Diabeł jest zielony na facebooku, bądź do tego wpisu, jako że włożyłem sporo czasu i wysiłku w tłumaczenie – i jest ono, tłumaczenie, mojego autorstwa. Z góry dziękuję! Poza tłumaczeniem na końcu znajduje się komentarz ode mnie. Na samym końcu – źródło, blogi wymienione w tekście oraz kalkulator z ostatnich akapitów 🙂


Bezodpadowi blogerzy: Milenialsi, którzy mogą zmieścić wszystkie swoje roczne odpady w słoiku.

Cenią sobie dopracowany, nowoczesne podejście do redukowania odpadów jako ich wkład w ratowanie planety – ale mierzą się również z pokaźną ilością krytyki

 

Kathryn Kellogg, 25 letnia pracowniczka drukarni spędza 4 godziny każdego dnia na pracę nad swoim blogiem lifestyle’owym „Going Zero Waste”. Wstawia posty na Instagrama, angażuje się w dyskusje z folowersami na Facebooku i pisze o domowym eylinerze oraz balsamie do ust, kompostowaniu z pomocą dżdżownic oraz kupowaniu na wagę – o czymkolwiek, co prowadzi do ograniczenia odpadów. Jej zeszłoroczne śmieci – cokolwiek, co nie zostało kompostowane albo recyklingowane – mieszczą się w słoiku o pojemności 250 ml.
Kellogg jest zaangażowana, entuzjastyczna i przyznaje, że wciąż dowiaduje się, co oznacza bycie zero waste. Aspirująca aktorka doświadczyła sporej dawki krytycyzmu. „Nie jestem jeszcze tak popularna, a już dostaję bardzo dużo hejtów,” mówi Kellogg, która ma 10 tyś unikalnych wyświetleń i 800 subskrybentów.

Od uruchomienia „Going Zero Waste” w marcu 2015, była krytykowana na social mediach i w prywatnych wiadomościach za jeżdżenie samochodem czy latanie samolotami, za niezainstalowanie systemu grey-water (czyli recyklingowanie wody w domu – przyp.tłumacza) oraz, to nie żart, za używanie papieru toaletowego (swoją drogą – używa bidetu). Została skarcona przez wegan za jedzenie jajek, a jeden odwiedzający ją krewny obszedł jej dom wskazując na wszystko, co ma z plastiku. (mnie też to spotkało, kiedy poinformowałem koleżankę; zniechęcające wyśmiewanie to błąd – zarówno jako osoby troszczącej się o bliskiego, jak i bezodpadowca hołubiącego zero waste, nieważne jak niedowartościowani się czują – przyp.tłumacza)

Była także nazywana zbyt uprzywilejowaną, mimo że mieszka w skromnym, dwupokojowym domu w Vallejo, mieście „niebieskich kołnierzyków” 32 mile na północny wschód od San Francisco (niebieski kołnierzyk czyli pracownik pozarolniczej pracy fizycznej; około 51 kilometrów; Vallejo w Kaliforni to coś takiego jak Płock, miasto o populacji około 120 000 – przyp.tłumacza).

„Przyczepili się po prostu do każdego drobiazgu, bo zero waste brzmi radykalnie” mówi Kellogg. „Mój chłopak myśli, że powinnam zmienić termin, ale ten już został ukuty i nie mam pomysłu jak inaczej to wszystko nazwać”.

Liderzy ruchu zero waste to młode milenialski takie jak Lauren Singer z bloga Trash is for Tossers (czytałem! Bardzo dużo praktycznych wskazówek i źródeł – przyp.tłumacza), Celia Ristow z Litterless i Kellogg. Wszystkie trzy wolą dopracowaną, nowoczesną estetykę ponad stare, hipisowskie stereotypy.

Większość tych kobiet łączy swój moment olśnienia z Beą Johnson, charyzmatyczną, 42-letnią matką dwójki dzieci z enklawy dobrobytu z Mill Valley w Kalifornii. Wygadana Francuzka z zamiłowaniem do surowej, minimalistycznej estetyki, ugruntowała swój status bezodpadowego guru w 2013 roku z pomocą swojej publikacji – Zero Waste Home: The Ultimate Guide to Reducing Your Waste.

27-letnia Ariana Schwarz prowadzi bloga zero waste „Paris-to-Go”. Jako generał zrównoważonego ekologicznie rozwoju, Schwarz była sfrustrowana przewagą teorii ponad znaczącymi zmianami w swoim stylu życia. Potem jej profesor geologii przesłał jej kopię magazynu Sunset, w którym pojawiła się Johnson i jej półlitrowy słoik z odpadami. „Zobaczyłam kobietę, która wiodła zrównoważone ekologicznie życie tak dalece, jak to możliwe”, mówi Schwarz. Zainspirowana Beą, sfinalizowała projekt szkolny, żyjąc przez miesiąc, potem przez trzy, a na końcu przez dwanaście miesięcy w duchu zero waste.

„Kiedy tylko do mnie dotarło jak proste to wszystko jest, to tak jakby się do mnie przykleiło i zostało ze mną.”

Te młode kobiety biorą sobie za cel redukcję ich codziennych śmieci w tym samym okresie współczesności, w którym, przeciętnie, każdy Amerykanin produkuje niemalże półtora kilo śmieci na dzień.

Agencja Ochrony Środowiska podaje, że 40% amerykańskiej emisji gazów cieplarnianych pochodzi z transportu, produkcji, używania oraz wyrzucania rzeczy i jedzenia.

W pochmurny dzień w Vallejo na giełdzie rolników, Kellogg pokazuje bezodpadowe zakupy w praktyce. Przekłada organiczne truskawki z plastikowych rynienek do swojego słoika (po spytaniu pracownika stoiska czy plastikowego opakowania użyją ponownie).

Używa toreb zrobionych ze starych ubrań na łuskowaną fasolę, jarmuż i rodzynki. Zamawia ser do własnego, szklanego opakowania od lokalnego hodowcy kóz. Kellogg mówi, że chce być „silnym, nowoczesnym głosem” dla stylu życia w duchu zero waste, który odkryła poprzez problemy zdrowotne, zmuszające ją do życia w zgodzie z naturą.

„Każdy może wprowadzać nawyki redukcyjne,” mówi Kellogg. „Jestem z Arkansas; mam farta, że mogę żyć w Kalifornii. Tam, na południu, nic z tego – sklepów z żywnością na wagę, programów recyklingowych, miejskiego kompostowania – nie ma. Ale myślę, że każdy może próbować na miarę swoich sił i możliwości.”

29-letni Rob Greenfield napisał książkę „Dude Making Difference” o swojej bezodpadowej podróży przez kraj, na bambusowym rowerze. Zgadza się z tym, że liczy się każdy wysiłek, nawet jeśli nie jest tak ekstremalny jak jego własny. Jest także jednym z niewielu zero-waste’owych blogerów męskich.

Greenfield przyznaje, że w swoich podróżach natrafił jak dotąd tylko na kobiety-blogerki, jeśli chodzi o zero waste. „Nie mam pojęcia dlaczego tak jest,” mówi Greenfield. „Ale nie czuję się przez to wyizolowany, bo nie ma dla mnie znaczenia czy moi współtowarzysze to mężczyźni czy kobiety. W swojej pracy odnajduję swoją radość i pasję.” (wow, jestem pod wrażeniem pana Greenfield’a, bo czuję to samo! -przyp.tłumacza, nieco emocjonalny)

„To nie zbieg okoliczności, że młode kobiety wiodą prym w tym ruchu,” mówi Kate Bailey, menedżer w Eco-Cycle Solutions, non-profitowej grupie, która zapewnia usługi recyklingowe i kompostowe w Boulder, w Kolorado.

„Wszędzie kobiety są głęboko zaniepokojone efektami jakie wywiera na zdrowie wzrastająca liczba chemikaliów i toksyn w naszym codziennym życiu,” mówi Bailey. „Kobiety są jednocześnie osobami, które robią większość zakupów do domu, więc są na pierwszej linii frontu hiper-konsumpcji w USA. Są sfrustrowane wzrastającą powszechnością jednorazowych opakowań, trendem over-package (czyli nadpakowywania, pakowania np. jednej cytryny w plastikowy fishnet, potem na tackę, potem w folię, czasem jeszcze w plastik reprezentacyjny -przyp.tłumacza) i brakiem wyboru jeśli chodzi o zrównoważone ekologicznie, mniej toksyczne produkty.”

Celia Ristow, 24-letnia pracownica firmy technologicznej, która założyła bloga Litterless, pisze sprytne porady na zredukowanie odpadów przy podróżach, jedzeniu poza domem i w sferze domowej. Inaczej niż inni bezodpadowi blogerzy nie monitoruje ilości swoich śmieci wrzucając je do słoika. „To wprowadza w błąd.” mówi Ristow, „i nie podlicza śmieci, które zostały wyprodukowane w czasie produkcji, przed tym jak produkt wylądował na półce sklepowej.”

Ristow przyznaje, że prawdopodobnie nigdy nie będzie kompletnie zero-waste, ale to jej nie powstrzyma od dążenia do produkowania jak najmniej śmieci. Myśli o tym, jak o stylu życia opartym na codziennym dokonywaniu wyborów, poszukiwaniu bezodpadowych rozwiązań dla małych decyzji. Odmawianie przyjęcia próbek w plastikowych kubkach. Mówienie nie dla batoników granola w niemożliwym do recyklingowania opakowaniu w miejscu pracy. Noszenie ze sobą własnej butelki na wodę – zawsze.

Życie w mieszkaniu w Chicago jest dużo łatwiejsze w kontekście zero waste niż , na przykład, życie sześcioosoobowej rodziny w wiejskim Illinois. Usługi kompostowe odbierają resztki jedzenia od Ristow każdego miesiąca. Kupuje szampon, odżywkę, kostkę mydła i balsam w lokalnym sklepie na wagę. Kupuje ubrania w lumpeksach i nie kupuje niczego, co jest zapakowane. Jedzenie jest najłatwiejszą kategorią, dzięki urodzajowi bazarków i warzywniaków. Celia wykorzystuje też fakt, że ma do swojej dyspozycji świetną komunikację miejską.

Pomimo tych wszystkich działań, które podjęła, Ristow przyznaje, że jej działania, jako jednej na 7 miliardów ludzi na tej planecie mają mikroskopijny wpływ na emisję gazów cieplarnianych – w najlepszym przypadku. Ale te wybory to najlepsza droga dla niej by indywidualnie walczyć ze zmianą klimatu i żyć w zgodzie ze swoimi wartościami.

„Nie mogę i nie chcę kontrolować tego, co robią inni ludzie,” mówi. „Mogę zmieniać tylko swoje zachowania. Wspieram sklepy sprzedające z dozowników i na wagę. Kupuję od mniejszych firm, ale dokładających starań, żeby domowe i higieniczne dobra były produkowane w zgodzie ze zrównoważnoną ekologicznie, możliwą do kompostowania i bezodpadową ideą zero waste. Pokazuję jak małe, codzienne działania mogą wyglądać.”

„Osobiste wysiłki, żeby zredukować odpady powinny być oklaskiwane,” mówi Dr Daniel Kammen, profesor wydziału energetycznego na UC Berkley’s Goldman School of Public Policy.

„Zauważenie, że zero waste staje się częścią społecznego dialogu jest wspaniałym pierwszym krokiem,” dodaje.

W rzeczywistości jednak wyzwaniem może być ilościowe określenie, ile redukcji faktycznie ma miejsce, ponieważ „odpady czają się w wielu zakamarkach”.

Profesor i jego studenci stworzyli kalkulator, żeby pomóc ludziom monitorować swoje osobiste i domowe odpady.

Aby, zdaniem ekspertów, wypowiedzieć prawdziwą wojnę przeciw odpadom, będziemy potrzebować silniejszej wyceny odpadów, zwracania uwagi na naukę o zachowaniach oraz nagród z sektora publicznego i prywatnego za styl życia ograniczający odpady.

Edward Humes, profilował pracę Johnsona w swojej 2012 książce Garbology: Our Dirty Love Affair with Trash.

„Sąsiedzi mogą patrzeć na nich [wielbicieli zero-waste] pytająco albo jak na ekstremistów,” mówi Humes. „Ci, którzy wcześnie zaadoptowali pomysł z umieszczeniem paneli słonecznych na dachu, kilka dekad temu, byli postrzegani w ten sam sposób. Teraz patrzy się na nich jak na wizjonerów. Myślę, że bezodpadowcy są w podobnym położeniu, pokazując reszcie z nas, co jest możliwe, szerząc tą wiedzę. Za dziesięć lat będą już mainstrimowi.”


Komentarz z Diabeł jest zielony:

Myślę, że warto przemyśleć szczególnie pierwsze akapity i ostatnie w kontekście tego, że dochodzą nas słuchy iż na grupach ZW ludzie czepiają się początkujących i pytających o to, że nie robią więcej. Osoba przychodzi pochwalić się, że dziecko robi zero waste – co oznacza, że rodzić potrafi zarazić pasją i wychować fajnego człowieka – a zamiast choćby lekkiego poklasku w postaci łapki w górę, otrzymuje reprymendę, że posiadanie dzieci nie jest zero waste.

Nie hejtujmy się za to, że każdy robi co może i się tym cieszy. Mamy swoje indywidualne problemy i ograniczenia, podobnie też jest z możliwościami i mocnymi stronami. Pozwalajmy sobie na odmienność w dążeniu do ekologicznego, naturalnego życia – pochwalajmy każde wysiłki, a zamiast krytyki podpowiadajmy sprytne rozwiązania, ale z głową, żeby nie zniechęcić początkujących. Przecież nie chodzi nam o to, żeby ZW stało się elitarnym, zamkniętym ruchem. Chodzi nam o to, żeby jak najwięcej osób do nas dołączyło – najlepiej cały świat, prawda? Musimy, jako ruch i jako indywidualne osoby, swoim entuzjazmem, otwartością i szacunkiem dla każdej indywidualnej osoby zachęcać i kusić do zastosowania naturalnych, ekologicznych i zdrowych rozwiązań.

Zasada jest prosta. Zachęcać, nie zmuszać. Doceniać to, co zostało zrobione, a nie krytykować to, co nie zostało zrobione. Dotyczy to wychowywania dzieci, ale i wychowywania otoczenia! Bo naprawdę można zarażać ideami, ale trzeba to robić za pomocą entuzjazmu, a nie wartościowania kto lepszy, kto mądrzejszy, kto bezodpadowszy.

Jestem poza tym pod wrażeniem Greenfielda i Rostow. Na pewno się im przyjrzę, bo są mi bliscy przez emocje, jakie wydaje mi się, że dzielimy. Jak dotąd nie słyszałem o facecie w duchu zw, a koncepcje Rostow są mi bliższe niż pani Johnson.


Źródło:  2016 rok, The Guardian

https://www.theguardian.com/environment/2016/apr/22/zero-waste-millennial-bloggers-trash-greenhouse-gas-emissions

Wymienione blogi:

Kalkulator, o którym była mowa: