Bez nazwy i obrazka

Dzisiaj mam ochotę napisać posta tylko i wyłącznie o tym, co ostatnio robię. Pozornie może to być post o niczym. Pozornie? Wiecie… Przyznam się, że sam o postach o czyimś życiu (nie o przemyśleniach, a o wydarzeniach czy sesjach modowych) myślałem dotąd z dużym dystansem. Kiedy ktoś lubi wynurzenia na temat bluzy z H&M albo opis spaceru z kumpelą czy wakacji w Jastarni to ok… Ja na blogach najczęściej szukam porad, przemyśleń, instrukcji. Czasem zbaczam na modowe posty, kiedy dziewczyna jest ładna albo ktoś robi naprawdę dobre fotki. Ale rzadko czytam epopeje o odkryciach dnia codziennego typu „poszedłem, zrobiłem, było cool”. Tak samo nie czytam recenzji. Taka cecha mojego wewnętrznego ekosystemu, żeby nie sprawdzać opinii zanim sam nie spróbuję. Oczywiście w przypadku rzeczy, przy których pomyłka nic mnie nie kosztuje (albo niewiele).