Facebook to pułapka

facebook

Dzisiaj posypią się iskry. To nie jest post ani o rozwoju, ani o pozytywnym nastawieniu. To krytyka tego, co uważam za brak szacunku i na co nigdy się nie zgodzę.  Mówiłem w przedostatnim wpisie, że napiszę o tym, co wyprawia Facebook i co o tym myślę. Muszę się wykrzyczeć, a to jest mój sposób. Jeśli wiesz, że jesteś osobą wrażliwą – nie czytaj, ok? Nie chcę, żebyś miał podły nastrój. Chyba, że chcesz mnie wysłuchać dla mnie. Wtedy dziękuję i mam nadzieję, że wyciągniesz z tego coś dla siebie, co Ci się w życiu przyda. Jedziemy.

Facebook to pułapka, lepiej uciekać

póki jeszcze mamy na to szansę

W ciągu stycznia Facebook zablokował mi prywatne konto 2 razy – na 3 i 6 dni – nie licząc się kompletnie z tym, że anihiluje moje jedyne życie towarzyskie oraz możliwość pracy w ramach moich umów. Jestem osobą spokojną, ale w pierwszej chwili moja wściekłość była bardzo trudna do opanowania. Czy dlatego, że nie mam życia poza siecią? A może dlatego, że poczułem się samotny bez dostępu do moich znajomych? Cóż, to był tylko punkt zapalający.

Od początku tego roku, 2018, Facebook wprowadza swoje nowe zasady i politykę (moim zdaniem niesprawiedliwe i przeczące idei like-share & community). Obcina zasięgi, każe sobie płacić za to, żeby Twój post dotarł do Twoich followersów (jak dotąd płaciło się za dotarcie poza tą grupę, co wydawało się jeszcze w miarę do wytłumaczenia). Nie wspomnę już o blokowaniu za udostępnienie zdjęcia bokserek na manekinie (ja, rok temu, rzekomo za pornografię…), a pozwalaniu na stream gwałtu przez 3 godziny oraz pozostawienie go w serwisie przez kolejne 24 godziny.

Podwójne standardy i hipokryzja. Ograniczenie wolności słowa. Manipulacja – także jeśli chodzi o obszar polityki. Podsłuchiwanie Messengera. Polityka „płać i płacz”. Jednym słowem bezczelna inwigilacja, orwellowska cenzura i komunistyczne zachowania. A jak wisienka na torcie, na samym końcu, kompletna bezradność użytkownika – niemal zero szans na odwołanie się.

Jestem zbulwersowany, bo dla mnie to małe miki (mam wyrozumiałych zleceniodawców i radzę sobie dobrze z samotnością, przedefiniowując ją na „luksusowy czas tylko dla siebie”). Jednak są osoby, które zarabiają w ten sposób na życie. Są osoby, dla któych to jedyny kontakt ze światem (inwalidzi? ) lub z rodziną na drugim końcu świata, grupą znajomych z innych miast. Są osoby, dla których jest to szansa, żeby podzielić się historią z życia, która zmieni setki innych żyć w coś składniejszego i weselszego niż równia pochyła. Odcięcie, blokada dla takich osób to może być powód do poważnych decyzji, których nie da się cofnąć a okażą się szkodliwe. To może prowadzić do poważnych psychicznych konsekwencji – przestajemy myśleć jak my, zaczynamy myśleć pod dyktando algorytmu, pozwalając w ten sposób zniewolić nasz umysł i duszę. Wiem, że brzmi to jak kiepska teoria spiskowa, z religią w tle, ale zastanówcie się nad tym sami. Może będziecie mieć to „wątpliwe szczęście” by doświadczyć oderwania od medium, by dojść do tych samych wniosków i cofnąć się w porę, zanim na szyi zaciśnie się obroża, a na twarzy kaganiec. Jeszcze tak nie jest. Ale do tego to zmierza, rok w rok. Stopniowe zmiany są mało zauważalne – kto ostatnio czytał regulamin Facebook’a? A wytyczne społecznościowe? Czy oni w ogóle informują Was o zmianach? Bo zmienia się, a jeśli nie macie o tym powiadomienia… To zdecydowanie jesteście traktowani jak osoby, którym nie mówi się o zmianie zasad. Czyli kto? Bezmyślna krowa przeżuwająca informacje handlowe? A może wręcz lampka z biurka – nie informujesz jej przecież o tym, że odtąd będziesz wkręcać jej energooszczędną żarówkę.

Traktuje się nas tam albo jak bezmyślne małpy podające dalej zgniłego banana i skaczące w ekstazie z byle powodu, albo jak przedmioty. Nie jak ludzi mających prawo do wolności słowa, wierzeń i poglądów.

Facebook był kiedyś miejscem, które uwalniało ludzkie kontakty. Szczególnie dla osób takich jak ja – introwertyków, z różnymi ograniczeniami społecznymi, którzy nie czują się komfortowo pośród ludzi, a swoje myśli lepiej im napisać niż wypowiedzieć.

Facebook był kiedyś miejscem, w którym była wiedza, był potencjał. Teraz wiedza jest ograniczana na rzecz reklamy, manipulacji, taniej i lekkiej rozrywki.

Oczywiście to nie tylko facebook, ale też google, youtube… Media internetowe zaczęły gnić.

Wiele osób już odczuło to na własnej skórze, konkretnie te, które jak ja mają znajomości internetowe w większym stopniu niż oparte na realnych spotkaniach itd.

Nie chcę się rozpisywać, bo ostra krytyka nie jest w moim stylu. Chcę tylko zaznaczyć, że osobiście będę szukał innych sposobów na komunikację z moimi czytelnikami. Facebook nie jest już przyjazną platformą – nie mam na myśli ludzi, którzy hejtują i dowartościowują się kosztem innych, bo tacy są wszędzie i to dosłownie wszędzie. Mam na myśli sam system, który zamiast pokazywać Ci posty znajomych i posty blogerów, których lubisz (a są np. niszowi, mają po 100 polubień), pokazuje Ci reklamę świecących spodni, fake newsy i budzące zażenowanie artykuły o politykach, księżach i youtuberach z głową zabetonowaną w mikrofalówce.

Ani Ty, ani ja nie mamy tam prawa głosu. Bo zakładam, że jesteś osobą świadomą, myślącą i trzeźwo patrzącą na świat. A to im się nie podoba, więc będą Cię ograniczać.

Wnioski osobiste

Muszę poważnie przemyśleć cały aspekt mojego życia pod etykietką „Internet” i „Komputer”. To wspaniałe narzędzia, ale być może poruszam się w tych obszarach w zgodzie ze starymi wzorcami, które są dla mnie nieaktualne i szkodliwe. Prawdę mówiąc jestem przekonany, że powinienem radykalnie zmienić swój styl życia i pracy. Rzeczywistość podpowiada mi swoimi sposobami, że dłużej tak być nie może.

Odnosi się to do mediów społecznościowych, ale i do wyborów związanych z technologią. Po prostu obserwuję zmiany, które sprawiają, że to wszystko staje się niebezpieczne. Jeszcze kilka lat temu było inaczej i jestem przekonany, że mi się nie wydaje.

Pozytywny akcent na koniec

Nie chcę zostawiać Cię z uczuciem, że jest źle i lepiej nie będzie, wręcz przeciwnie. Sądzę, że istnieje szansa na to, że to się zmieni i Facebook przeistoczy się w medium podobne do tego, którym był wcześniej. W końcu, tak jak od telewizji, ludzie zaczną uciekać i z tego miejsca – z tych samych powodów, które wyliczyłem wyżej. A wtedy powstaną inne serwisy, lokalne, małe, ale jednak wolne od błędów i ograniczeń gównoksiążki (zasłużyli na to określenie).

W ciągu tych kilku dni łącznie, w których nie miałem dostępu do swojego podstawowego medium nauczyłem się sporo ważnych rzeczy. Przede wszystkim poczułem się lepiej. Zorientowałem się, że jestem przytłoczony mediami internetowymi zupełnie tak samo jak ludźmi w rzeczywistości, a ludzie w rzeczywistości przynoszą mi ulgę zupełnie jak kontakt z nimi KIEDYŚ przez internet. Dziwna sprawa, co nie? A może nie? Może to dlatego, że ludzie Ci, w przeciwieństwie do obcych z internetu (nieznajomych, a nie tych znajomych) nie pierniczą mi o koszulkach z kotkami, ani o tym kto kogo politycznie udupił. Nie blokują mnie, żebym nie mógł powiedzieć co myślę, dyskutują ze mną w cywilizowany sposób. Jednak przede wszystkim widzę ich twarze. Wiem, co czują. Mój mózg jest biologicznie przystosowany do rozpoznawania mikro skurczy mięśni twarzy.

Odłączony od Facebook’a poczułem się swobodnie. Znalazłem przestrzeń dla swojego ducha, twórczości. Poczułem jak coś w moim sercu drgnęło nieśmiało. Pomyślałem – nikt na mnie nie patrzy (!), nie ocenia mnie.

No właśnie… Ale na co dzień też nikt na mnie nie patrzy, kiedy serfuję po sieci, a jednak zachowuję się jakby mnie obserwowała loża szyderców, nawet wpisując frazę w Google. Przychodzi mi na myśl wsławiony już termin „myślozbrodni”.

Rozważ to proszę w swoim indywidualnym kontekście, ale najlepiej to wypróbuj.

Przecież nie chcesz być zamknięty w klatce, szczególnie takiej, której nie widać – bo ta jest jeszcze bardziej niebezpieczna.

Dobra informacja jest taka, że mamy na to wpływ. Zła, że nie powinniśmy oczekiwać aż to się samo stanie – niezależnie od tego czy mówimy tutaj o zmianie na lepsze czy na gorsze.  Powinniśmy śmiało zrobić krok do przodu i zaproponować własne rozwiązania. Choćby i sobie samemu – zamiast dać się blokować i ograniczać na facebooku, wypowiedzieć się głośno, wyraźnie na spotkaniu w rzeczywistym świecie, na swoim blogu lub w jakiejkolwiek innej formie, w której wciąż można liczyć na wolność słowa.

U mnie, o tym co myślicie, możecie pisać na mój adres mailowy – listyczytelnikow@wujeklucyfer.pl

Możecie także wejść w moje social media, chociaż niezbyt chętnie podaję je po takim poście – przyznam się bez bicia.

Facebook | Instagram | Snapchat: @wujek.lucyfer | Szatany Internetu 2.0 

Lucyfer