Gdzie i jak zaczynasz

Wszyscy wiemy jak niewygodnie jest być początkującym. Zaczynać coś, być zielonym… Brrr. Koszmar! W swoim życiu miałem taki etap, że nie docierało do mnie, że każdy kiedyś zaczynał i każdy kiedyś był zielony. Mniej lub bardziej – nie licząc geniuszy, których było na świecie tylu, co kot napłakał – wszyscy dochodząc do tego, co Wam się marzy, potykali się po drodze jak ostatnie cipy i to na najłatwiejszych etapach. Założę się, że baletnice z ruskiego baletu dotąd potykają się o własne nogi. W końcu, ej. Każdy z nas ma 4 kończyny i nikt ich nie ogarnia przez cały czas.

W tym w/w etapie życia bałem się wszystkiego, a najbardziej zacząć robić coś konkretnego. Mówiłem sobie, że zanim zacznę to sobie wszystko dokładnie zaplanuję (sic!). I nie mam na myśli planowania w zakresie, jaki jest na początku każdej drogi rozsądny. Mam na myśli planowanie w zakresie takim, jakbym JUŻ był w połowie drogi. Przecież to ma tyle samo sensu, co 5-latek golący swój brzoskiwinkowy meszek na brodzie – planuje być męski, jak jego ojciec, więc od dziś będzie się codziennie golił. Podobnie dużo sensu ma planowanie, że będąc chuchrem, co siłownię widziało tylko w telewizji (czytaj: YouTube) – kupi się sprzęt ważący 100 kg i za 3 tygodnie będzie się wyciskać 100 kg na klatę, pełnymi seriami. Plan z góry skazany na porażkę. A ja tak właśnie robiłem.

Czy to oznacza, że nie warto zaczynać? Tak można przecież pomyśleć – zawsze na początku będziesz popełniać błędy, więc może lepiej nawet nie zaczynać? Hm… Jeśli ważniejsze jest to, jak wyglądasz robiąc coś, a nie to, że robisz coś, co Ci się podoba – nie warto nawet zaczynać. Jeśli zwracasz uwagę na to, że popełniasz błędy będąc początkującym, ale traktujesz to śmiertelnie poważnie i każdy błąd jest dla ciebie ciosem – nie warto, warto za to przemyśleć takie zachowanie, bo sabotuje Cię we wszystkim, co robisz.

Z jednej strony na początku jesteśmy do bani i najgorsi w tym, co zaczynamy – a z drugiej strony znieczulająco działa ekscytacja tym, że dążymy do jakiegoś celu. Pomaga nie zwracać takiej uwagi na to, że popełnia się elementarne błędy (a każdy to robi, niektórzy nawet profesjonalnie – ja, dobrze znając ortografię celowo popełniam błędy tworząc a’la ślunsko godke). Tą ekscytację odbiera zdecydowanie: porównywanie się z innymi i zazdrość („nigdy nie będę wyglądać jak Ewa Chodakowska/Mariusz Pudzianowski/dowolna gwiuzda)”, „A ta Chodakowska to ma jakąś przemianę materii w trybie nadświetlnym/ Pudzianowski się taki urodził, że mu łatwo przypakować/dowolną gwiuzdę ugryzł radioactive spider  i generalnie miała lepiej, łatwiej, szybciej, więcej warunków, naturalną zajebistość”), zbyt wysoki cel dla begginersa („Raz udało mi się przeskoczyć na koniu przeszkodę 1m wysokości, więc mogę chyba już spokojnie pojechać na zawody!” albo „Mam 300 subów, pora otworzyć sklep z koszulkami” hihihi), brak akceptacji bycia początkującym i popełniania błędów. 

Możliwe, że jest więcej rzeczy, których nie wymieniłem, a są w jakiś sposób istotnie blokujące. Ale hej. Nie piszę o tym, czego sam nie doświadczyłem, więc nie będę wymyślać.

Ostatnio myślałem znów nad tym całym youtubem, moim kanałem i jego zawartością. Rozważałem dlaczego pałam taką chorą żądzą usunięcia wszystkiego z kanału. Dlaczego chcę zniszczyć to, nad czym tak długo pracowałem. Wiecie, żadnej filmówki nie robiłem, jestem totalnym amatorem z obsesją oglądania filmów i pragnieniem, żeby kręcić klimatyczne krótkometrażówki. Dlatego wszystko to, co mam u siebie na kanale, jest ważne – to mój proces uczenia się. Szlifowania. Mimo to, mam nieodparte pragnienie skasowania tego. Dlaczego? Nie akceptowałem dotąd tego, co właśnie napisałem. Że jestem totalnym amatorem i wolno mi popełnić wszystkie błędy, jakie tylko można popełnić. W sumie to każdemu wolno. Postawiłem sobie też zbyt wysokie cele (norma, ja już tak mam) i jeśli chcę to kontynuować kiedyś, to wymaga to ode mnie skorygowania celów. Rzadko się porównuję z innymi i zazdroszczę, bo wiem, jakie to jest niekorzystne dla myślo-systemu w głowie. Oczywiście jak każdy czasem mam takie myśli, ale nauczyłem się je zastępować. Porównuję się pozytywnie (czyli zamiast: „On ma lepszy kanał i więcej subów, a ja…?” staram się wstawić „On robi zajebistą robotę, ludzie go uwielbiają”). Chociaż z tym trzeba uważać, bo wszystko zależy od emocji. Chodzi o to, żeby myśl o kimś z branży wywoływała ciepło i zadowolenie z czyjegoś sukcesu, a nie zazdrość i żal. Doceniając drugą osobę i mając co do niej czyste emocje, bez żalu, otwieramy się na własne wartości. Zazdrość nie pozwala nam osiągnąć tego, czego zazdrościmy. Podświadomość widzi to tak: zazdrościmy mu, bo jest lepszy od nas -> jeśli jest lepszy, a nas to boli to nas krzywdzi -> jeśli nas krzywdzi to jest złym człowiekiem -> zasługuje na potępienie -> to czego pragniemy zasługuje na potępienie -> pragniemy tego, ale nie chcemy tego, bo to ‚potępione’.

Czy ważne jest gdzie zaczynamy i jak zaczynamy? Nie. Ważne jest czy nam zależy i z jakiego powodu. Nie warto zaczynać czegoś na czym zależy nam z niewłaściwych powodów (chcemy komuś pokazać, że możemy, udowodnić coś) albo czegoś na czym nam nie zależy, mimo dobrych powodów (marnowanie czasu – bo brak zaangażowania jest tak samo kiepski jak negatywne zaangażowanie czyli np. zazdrość).

Tym samym rozpocząłem przemyślenia na temat wielu rzeczy w moim życiu. Czy ważne jest, że zaczynam od nowa, mając kanał pełny filmów? Nie. Czy mi na tym zależy? Tak. Dlaczego? Bo opowiadanie historii to moja pasja i lubię kręcić filmy. Czy ważne jest, że zaczynam dążyć do zostania inżynierem, pamiętając, że miałem zawsze słabe oceny z mat-fizu? Nie. Ważne jest, że mi na tym zależy z powodu pasji i pragnienia, żeby zdobyć wiedzę o lataniu w kosmos. Czy ważne jest, że byłem ultrakobiecy przez pewien czas, a teraz jestem w trakcie korekty płci i to niby jest zaprzeczenie? Nie. Ważne jest, że zależy mi na tym, bo dzięki zmianie stałem się szczęśliwy.

Nieważne gdzie i jak zaczynasz. Ważne jest to, jak bardzo Ci zależy i powód, dla którego chcesz coś robić. U mnie prawie zawsze to będzie pasja. Ale powodem może być cokolwiek, co jest Twoją wartością. Miłość, rodzina, przyjaciele, sława, pieniądze, dom, pomaganie innym. Cokolwiek, co mieści się w Twojej hierarchii wartości.

Rób to, do czego jesteś przekonany. Za przekonaniami idą nasze najlepsze zasoby: zaangażowanie, poczucie celowości, siła optymizmu i wiary w siebie, nadzieja, idee. Jak mawia Joseph Murphy – to niebiańskie dary. I ja się zgodzę – to ambrozja dla duszy i płynąca z duszy.

A jeśli jesteś przekonany, że nie możesz czegoś zrobić (chociaż tego pragniesz)… Zmień swoje przekonania, dla własnego dobra. Rzuć im wyzwanie, powiedz: SPRAWDZAM.

 

2 thoughts on “Gdzie i jak zaczynasz

Comments are closed.