Krótka historia nazwiska

Całe życie zastanawiałem się co jest nie tak z moim nazwiskiem. Cały czas mi coś nie pasowało.

Moi koledzy mieli fajne nazwiska (no, chociaż miałem w klasie JANA KOWALSKIEGO, hehe) – Zieliński od ziół, w innej klasie Ziewiński (może od ziewania?). Miałem nawet kolegę Lewandowskiego. A ja taki zwykły, nie mogłem zrozumieć, co można znaleźć fajnego w moim nazwisku. Jakubowski czyli ‚jakubowy” – trąci religią, a katechetkę mieliśmy raczej nudnawą, więc i Biblia ‚trąciła myszką’. Jakubowska była jakaś w polityce albo gdzieś… Jolanta jej było? Może. Jak UBoski to też jakoś dziwnie i krzywo się kojarzy. W końcu jednak, dzisiaj doszedłem do tego, jaki jest prawdziwy sens mojego nazwiska. Wystarczy odrobinę się nim pobawić i wszystko już jasne.
Otóż na początek pozbywamy się „w”. Potem zamieniamy „u” na „i”, dodajemy przerwę między pierwszym, a drugim członem (skoro była już Małgosia Towar-Wódka, to można dalej się bawić…)

LUCYFER JAKI BOSKI. I wszystko jest już w najlepszym porządku. To będzie moje hasło prezydenckie: PREZYDENT LUCYFER. JAKI BOSKI.