Myśli, które ranią

myśli

Myśli

Na arenie mojego życia rozgrywa się ostatnio wiele bitew i bijatyk. Początek roku nie należał nigdy do najprzyjemniejszych – ale zawodził mnie odkąd pamiętam, więc przyjmuję to dosyć obojętnie. Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że czuję rozczarowanie czy smutek, ponieważ od pewnego czasu moje podejście eliminuje takie emocje z mojego żywota. A więc fakt iż niebieskie skurhwyshyny zawiesiły mi konto po raz drugi w ciągu tego miesiąca (za moje rysunki) nie dotyka mnie to osobiście. Jednak skupmy się dzisiaj nie na tym, jak facebook nas ogranicza (a o tym napiszę jeszcze w tym tygodniu), a na tym jaka postawa jest fundamentem mojego spokoju w trudnych sytuacjach. Wiem, że wiele osób jest hiperwrażliwych emocjonalnie – i nie osądzam tego, ponieważ ja także mogę się pochwalić (tak, piszę to świadomie i z dumą) wysoką wrażliwością. Jednak, mimo tego, nic nie jest w stanie wybić mnie z rytmu na długo. Kiedyś było inaczej i chcę o tym porozmawiać z tymi, którzy mogą skorzystać z moich przemyśleń i doświadczeń.

Hiperwrażliwość emocjonalna – true story

Moja wrażliwość była zarówno powodem do wymiany mojej garderoby nadającej się do Tańca Wampirów (piękna sztuka teatralna), jak i cięcia się czy nie wstawania z łóżka. Nigdy nie ukrywałem tego, że tak było. Nie byłem w stanie zrozumieć tego, dlaczego świat mnie rani – a zdawało mi się, że robi to specjalnie, jakby wszyscy ludzie otrzymali za moimi plecami instrukcje jak zadać mi sztych, który nie zabije, ale poważnie zrani. Ból emocjonalny, jaki towarzyszy rozwojowi depresji jest nieporównywalny do żadnego fizycznego bólu. Bolą ludzie i bliscy, boli cały świat, a miejsce, w którym kiedyś było serce zamienia się w siedlisko kolców. Dodatkiem do tego wszystkiego jest Twoje ciało, które nie chce się słuchać – nie pozwala Ci spać, a potem wstać, kiedy już zaśniesz. Nie pozwala Ci jeść lub zmusza cię do jedzenia w nadmiarze.
Kolejnym utrudnieniem jest cała rzesza ludzi, którzy nie rozumieją czym jest ból psychiczny i odnoszą się do niego lekceważąco („walnij się młotkiem w czoło, to zobaczysz co to ból, a nie…”).

Niektórzy ludzie rodzą się po prostu bardzo wrażliwi zarówno na piękno, jak i na piekło życia. Jednak dobra wiadomość jest taka, że można sobie poradzić z trudnymi emocjami, sprawić by były motorem napędzającym nas w drodze do marzeń i skarbem na drodze rozwoju – bez wycinania serca.

Myśli stanowią 90% naszej rzeczywistości, reszta to tylko materia

Umysł czy ego nie są złe – chociaż niektórzy lubią tak to postrzegać. Są to nasze narzędzia, które z natury są neutralne – zupełnie jak młotek, którym można wbić gwoździe lub wybić komuś oko. Ego, tak wyszydzane i nieakceptowane przez wiele osób związanych notabene z rozwojem osobistym, jest emanacją naszej osobowości. Bez ego bylibyśmy nikim. Dosłownie. Ego jednak może być źle wyrażane w życiu – wówczas wytwarza mnóstwo iluzji, próbując w ten sposób ratować nasz honor, godność, siłę osobistą czy życie. Trzeba jednak przyznać, że jego próby zazwyczaj są nie dolaniem oliwy, a wrzuceniem do ognia wiadra trotylu.
Ego to pasjonujący temat – to jakby dzieło sztuki malowane przez naszą duszę, która czasem cierpi, a czasem topi się w zachwytach. Zostawiamy dzisiaj ten temat, ale obiecuję, że wróci już niedługo.

Teraz zamknijmy oczy na materię. Usuńmy ją mocą naszej wyobraźni z całego naszego życia. Cały wymiar fizyczny znika jak kamfora. Co pozostało? Och, to dosyć łatwo sprawdzić. Zamknij oczy i powiedz, co „widzisz”? Uczucia, myśli, wyobrażenia, energia Twojej duszy, umysłu. Pragnienia. Uczucie braku. Witaj w Źródle.

Co tak naprawdę nas rani?

To, jak odbieramy rzeczywistość.

Warto przyjrzeć się uważnie trudnym sytuacjom. Kiedy analizujemy cały proces i szukamy momentu, w którym pojawia się ból, odkrywamy ciekawą rzecz.

Bo, zobacz… Nie rani Cię to, że koleżanka ignoruje Twoje wiadomości.
Nie rani Cię to, że ktoś skrytykuje Twoją fryzurę.
Nie rani Cię to, że ojciec nie dba o Twój weganizm.

To tylko niedopowiedzenie wynikające z tego, że nie przyglądasz się temu, jak działają Twoje emocje.

Boli Cię myśl, że nie jesteś dla niej ważny tak, jak chciałbyś być.
Zabolała Cię myśl, że ta osoba uważa Twoje włosy za gniazdo wróbli.
Zraniła Cię myśl, że ojciec nie chce Cię wspierać.

Ból ma tendencję do nakręcania się i myślisz dalej, coraz boleśniej odczuwając rzeczywistość…

Skoro nie jesteś dla niej ważny, to jesteś pewnie zbyt beznadziejny…
Skoro masz na głowie gniazdo wróbli, to pewnie jesteś brzydki i nie masz stylu…
Ojciec Cię nie wspiera, więc może nigdy Cię nie kochał? Albo przestał…

Stop.

Musisz przyjąć inną postawę, jeśli chcesz poczuć się pewnie i odeprzeć atak rzeczywistości. Zauważ to, jak Twój umysł gładko przechodzi od możliwości do pewności. Nie czekaj aż proces dobiegnie końca i skulisz się w sobie, niezdolny do jakiejkolwiek wspierającej Cię myśli.

Kiedy mamy niskie poczucie wartości to trochę tak, jakbyśmy zbudowali klatkę z kolców skierowanych do nas, wokół siebie. Każdy kolec reprezentuje to, co o sobie złego myślimy, jak kiepsko się oceniamy. Sami potrafimy zacisnąć wokół siebie to urządzenie, by nas raniło – kręcimy korbką, mówiąc sobie: nie jestem wystarczająco dobry, nie tego ode mnie oczekują moi znajomi, jestem beznadziejny, brzydki, gruby, dziwny. Brak akceptacji zmusza nas do wbijania sobie kolców. Kiedy przychodzi do nas krytyk – nie ma znaczenia czy to krytyka konstruktywna czy zwykłe chamstwo – kręci tą korbką jeszcze mocniej i szybciej. Jego słowa używają niejako naszej klatki. Czasem się bronimy. Potrafimy na sekundę odwrócić kolce na zewnątrz i odepchnąć ściany klatki. Krytyk ucieka zraniony, ale klatka natychmiast obraca kolce przeciw nam i z impetem wraca do poprzedniej formy, czasem zaciskając się jeszcze mocniej. Kontratak godzi w nas samych.

Przeprowadzamy go z użyciem własnych niedowartościowań, antagonizując te nieakceptowane moce jeszcze bardziej – stąd ten jeszcze boleśniejszy powrót kolców. W zemście krzyczymy: nie jesteś wystarczająco dobry, żeby mówić mi co mam zrobić; nie chcę tego od ciebie; jesteś beznadziejny, brzydki, gruby i dziwak z ciebie!

Potem, gdy zostajemy sami z podrażnionymi i krwawiącymi ranami w psychice, powtarzamy w myślach słowa krytyka i swoje własne. Czujemy się zranieni, winni, jeszcze bardziej beznadziejni.

Ranią nas nasze myśli, bo to one składają się na nasze poczucie wartości (myśli, które bierzemy do siebie czyli uznajemy je za ważne, tworzące nas samych). Dobra wiadomość jest taka, że możemy to zmienić – to my wybieramy, które myśli mają dla nas znaczenie i które chcemy powtarzać w swojej głowie. Za myślami idą reakcje emocjonalne – nie inaczej. Myśli wywołują emocje, a emocje kolejne myśli – tak nakręca się spirala. Warto więc zadbać o to, by była ona pozytywna i wspierająca.

Nakręć spiralę akceptacji na całego i patrz jak materia się dostosowuje

Obserwuj to, jak pracuje Twój umysł. Gdy pojawia się w nim myśl wywołująca ból, natychmiast zatrzymaj tok myślowy. Przeanalizuj swoją interpretację zdarzeń. Zadawaj ważne pytania :

Co czuję naprawdę? Na co jestem zły naprawdę? (wymień na inną emocję: rozczarowany czymś, smutny z powodu itd)
Czy na pewno tak było?
Czy takie są fakty?
Dlaczego tak się czuję?
Jak chcę się poczuć?
Dlaczego odczuwam ból, kiedy on/a …?

Szukaj głębokich odpowiedzi – odwołujących się do istoty Ciebie, nie do jakichkolwiek rzeczy, które „JA” posiada. Bardzo często będą to powody, które brzmią… dość prosto i są wypowiadane jakby przez malutkie dziecko, które niewiele rozumie. I właśnie o to chodzi. Dotrzyj do tej części Ciebie i wysłuchaj jej. Nie poddawaj tego ocenie, nie racjonalizuj tych uczuć, nie neguj ich, nie miej pretensji do siebie, że tak myślisz i czujesz. To ważne, żeby nie zadawać pytania „Jakie są fakty?” w celu racjonalizacji uczuć. Dlaczego? Bo to zaboli i zaszkodzi. Zaakceptuj to, co znalazłeś – takim, jakie to znalazłeś.

W miarę jak w życiu ustawiłem się w dystansie do tego, co się dzieje, dostrzegłem że większość tego, co czuję to reakcja na subiektywną ocenę rzeczywistości. To było piorunujące odkrycie, bo dostałem prostą receptę na bycie szczęśliwym.

Słowem kluczem jest właśnie ten subiektywizm. Obiektywnej prawdy nie sposób zmienić. Musi się zmienić sama, zgodnie ze swoimi prawami – czy to fizyki, czy konstytucji, regulaminu, woli Boskiej. Jednak subiektywną prawdę – czyli ocenę – zawsze można kształtować wedle własnego widzimisię.

Własna, subiektywna prawda

Podam przykład dla tych, którzy lepiej niż wskazówki rozumieją historie z życia. Bez szczegółów kto i co, bo naprawdę nie mam ochoty myśleć o tych sytuacjach i osobach.

Dość często czułem się nieważny i niepotrzebny światu. Najbardziej mi dopiekało to uczucie, kiedy robiłem coś specjalnie dla kogoś, chociaż było to trudne, a ta osoba to ignorowała. Czułem się głupio, kiedy zamiast docenienia otrzymywałem przewrócenie oczami. Potem następował monolog o tym, jak marnuję materiały lub pieniądze i czas,który powinienem poświęcić na naukę. O tym, jak niewielka to jest zmiana w moim podejściu do obowiązków domowych. Podprogowo wskazywano mi, że jestem niewdzięczny i że żaden ze mnie pożytek, a wręcz przeciwnie – ciężar.

Tym silniejszy był ból, im dłuższa lista poświęceń jakich musiałem dokonać dla osoby, która nie widziała w tym nic szczególnego poza zawracaniem tyłka, nic nie znaczącym gestem czy marnowaniem. Zaraz przypominały mi się inne sytuacje, w których słyszałem, że nie pomagam w domu. Jak myślicie dlaczego nie pomagałem?

Uczucia te później pojawiały się w związku z moją twórczością. Nie było już tej osoby, nie było jej zachowania, ale jednak wzór pozostał głęboko w mojej głowie.

Myślałem : Boli mnie to, bo czuję się nieważny i niepotrzebny, kiedy życie tak ze mną postępuje. Mitygowałem się: A jakie są fakty? A dlaczego tak uważam? A co mogę zrobić, żeby poczuć się ważnym i potrzebnym sobie samemu? Jak naprawić moje własne poczucie ważności i potrzebności? Dlaczego chcę czuć się ważny i potrzebny?

Odkrywałem zupełnie inne emocje niż się spodziewałem. Za poczuciem, że nikomu nie jestem potrzebny kryło się uczucie, że nie jestem wartościową osobą, ponieważ nie potrafię wznieść się na wyżyny, które określiłem poprzez porównywanie się z najlepszymi sztukami z danej dziedziny.

I bardzo proste, dziecięce wołanie: Niech mnie ktoś pokocha…

Co należało zrobić z takim odkryciem? Znaleźć kogoś komu jestem potrzebny? Poprosić o atencję? Starać się bardziej? Nie, wystarczyło przestać się porównywać i oceniać wyniki swojego działania. I zwrócić się z miłością, ku tej części mnie, która tak rozpaczliwie wołała o akceptację i odrobinę kochania. ( Szykuje się nowy post o akceptacji, bo zagłębiam się w niej i poznaję nowe doświadczenia. )

Pytaniami badam obiektywną prawdę… o sobie samym, nie o oczekiwaniach wobec siebie.

Warto się zastanowić jeszcze nad tym

Około dwa lub półtora roku temu zacząłem rozumieć, że dużo słów, które padają po obu stronach relacji wynika z własnego niedowartościowania i nie ma na celu ranić. Ego, czując się słabe w danej sytuacji, słowami próbuje podreperować swoją pozycję. Niestety nie ma wyczucia i zawsze chce więcej niż potrzebuje. Chcemy poczuć się kochani, a każemy padać nam do stóp i całować buty, jak tyrani, których można tylko nienawidzić. I zgadnijcie, jak reaguje na to niedowartościowane ego naszych znajomych? Myślę, że znasz odpowiedź aż za dobrze.

Ego odbija nasze niezaspokojone potrzeby miłości i akceptacji w krzywym zwierciadle. Receptą na sukces i wewnętrzną równowagę jest podarować sobie miłość, wsparcie i akceptację w postaci myśli i działań, skierowanych na siebie. I tak to robisz – przesiadujesz nad telefonem, czekając aż ktoś zadzwoni i czując się olewanym, bo nie dzwoni mimo że siedzisz i patrzysz na telefon. Czekasz i czujesz rozczarowanie, zniechęcenie, znudzenie. Traktujesz siebie jak niewolnika, zmuszasz do odczuwania tych emocji. A wiesz, że mógłbyś nie czuć się olewany, gdybyś tylko zajął się czymś, na co masz ochotę? Czytaniem, rysowaniem, tańczeniem – co tam w duszy Ci gra. Musiałbyś tylko powiedzieć sobie, że jesteś ważny dla samego siebie i spytać się siebie, jak najważniejszej osoby w Twoim życiu, co pragnie porobić przez bliżej nieokreślony czas wolny?

Podsumowanie

Skróćmy całą wiedzę, jaką próbuję przekazać w tym poście. Temat: poradzenie sobie z codziennym stresem i rzeczywistością, która rani milionem bodźców – zbyt silnych dla osób hiperwrażliwych:

  • Nie ranią nas rzeczy, osoby, sytuacje – rani nas to, jak o nich myślimy.
  • Obiektywna prawda w swej naturze jest neutralna – to nasza subiektywna ocena nadaje jej znamiona porażki lub sukcesu.
  • Subiektywną ocenę można zmienić i w ten sposób obrócić sytuację na swoją korzyść (lub niekorzyść).
  • Odczuwamy ból, ponieważ mamy niezaspokojone potrzeby wewnętrznej akceptacji, miłości i wsparcia.
  • Stres to napięcie, które jest generowane, kiedy oczekujemy od siebie, wymagamy, poddajemy się negatywnej ocenie i samokrytyce, ograniczamy się ze względu na naszą negatywną samoocenę, wzmacniając tym samym negatywny obraz siebie i rujnując swoje poczucie wartości.
  • Poczucie wartości to zbiór myśli i koncepcji, jakie przyjęliśmy za ważne w kontekście obrazu naszej osoby.
  • Ego opierając się na niedowartościowaniu tworzy iluzje, umysł pieczołowicie przekształca je w negatywne myśli i przekonania o sobie samym, czasem obracając je jak w lustrze (np. zamiast uczucia braku wsparcia i reakcji na nie poprzez udzielenie sobie go – roszczenia do świata o zainteresowanie się trudną sytuacją) lub projektując na innych.
  • Iluzje ego mogą posłużyć do zrozumienia, co trzeba zrobić, żeby poczuć się lepiej. Należy je obrócić kilka razy na różne sposoby (jak w lustrze – czyli prawe to lewe, jak w negatywie – czyli białe to czarne itd.; napiszę o tym posta)
  • Wszystko i tak sprowadza się do potrzeby zaakceptowania siebie takim, jakim się jest, bez osądzania…
  •  … oraz zmiany postawy na odpowiednią, wspierającą nas.

Daj sobie wolność – rozwal klatkę, zdezintegruj każdy kolec przemieniając to wszystko w piękny bukiet kwiatów, którym będziesz się zachwycać Ty i Twoje otoczenie. Zainteresuj się sobą w pozytywny sposób. Daj sobie to, czego dotąd oczekiwałeś od innych. Opiekuj się swoim umysłem, swoim ego i swoją duszą jak odpowiedzialny rodzic. Nie zabraniaj, nie zmuszaj – pokieruj, zachęć. Bądź w tym delikatny, a Twoja wrażliwość stanie się Twoją mocą, nie przekleństwem.

Zapiszę sobie tematy na kolejne posty – te, które poruszyłem tutaj i wydaje mi się, że trzeba je rozwinąć, żeby naprawdę z mojego bloga płynęła korzyść.

A tymczasem zapraszam do dzielenia się swoimi uwagami na listyczytelnikow@wujeklucyfer.pl
oraz na pozostałe social media:

Facebook | Instagram | Snapchat: @wujek.lucyfer | Szatany Internetu 2.0 

Lucyfer