Świadomy konsumpcjonizm to kłamstwo

konsumpcjonizm

Tłumacz: Wujek Lucyfer

Lektura na niedzielę – długa, ciężka, moralizująca. Ostrzegam, że niektórych może urazić (chociaż warto pokonać ograniczenia jakie stawia ego i jego iluzje). Nie jest to tekst mojego autorstwa – ja nie posiadam aż takiej wiedzy, by tak rugać ludzi! Dodatkowo warto wspomnieć, że większość realiów opisanych przez autorkę pochodzi z USA. Trzeba wykazać inicjatywę własną, by przełożyć sobie tekst na polskie realia. Ale właśnie o tej inicjatywie mówi autorka na końcu.
A na samiuteńkim końcu dopisałem jeszcze swoją myśl.
Skoro już ostrzegłem, pouczyłem i doinformowałem – zapraszam do czytania tych, którzy mają na to nerwy, żywią się negatywną motywacją lub tak bardzo chcą coś zmienić, że żadna negatywna prelekcja ich nie ostudzi.

Tłumaczenie tekstu ze źródłaartykuł QUARTZ

Świadomy konsumpcjonizm to kłamstwo – jest lepszy sposób, by uratować świat

Moim zadaniem, jako blogera przedstawiającego zrównoważony styl życia (nienaruszający równowagi ekologicznej), jest przedstawienie świadomego konsumpcjonizmu w atrakcyjny sposób. Przez cztery lata pokazywałam na Instagramie eko-przyjazne outfity, testowałam marki lakierów do paznokci bez toksycznych substancji, pisałam przewodniki i porady dotyczące miejskiego eko-lifestyle’u. Po takim czasie, mimo wszystko, zostałam orędowniczką korzystania z tego wszystkiego – mody, zabawy, podróży, urody – przy jednoczesnym byciu eko. Kiedy więc zostałam zaproszona, by wziąć udział w panelu dla UN Youth Delegation, oczekiwano ode mnie, że przekażę inteligentnym młodym ludziom wiedzę na temat tego jak ich osobiste wybory zakupowe mogą pomóc zmienić świat.

Stałam za mównicą w bluzie z secondhandu, rajstopach z recyklingowanych materiałów i lokalnie uszytej spódnicy ołówkowej. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam:

Świadomy konsumpcjonizm to kłamstwo. Te małe kroki podejmowane przez świadomych klientów – by recyklingować, jeść lokalnie, kupować ubrania z organicznych surowców zamiast sztucznych – nie zmienią świata.

Publiczność zamarła, wpatrując się we mnie bez zrozumienia. Nie tego się spodziewali.

W którym miejscu się pogubiliśmy

W duchu świadomego konsumpcjonizmu, każdy Twój zakup to akt moralny – szansa by zagłosować pieniędzmi na świat, który chcesz zobaczyć w przyszłości. Mówi się nam, że jeśli nie podoba nam się to, co robi firma, powinniśmy przestać kupować ich produkty, by zmusić ich do zmian. Wierzymy, że jeśli podaruje się konsumentom transparentność i informacje – podejmą właściwe wybory. Niestety kapitalizm nie działa w taki sposób. Podejmowanie serii drobnych, etycznych decyzji o zakupie przy jednoczesnym ignorowaniu strukturalnych zachęt dla nieekologicznych modeli biznesowych firm nie zmieni świata tak szybko, jak chcemy. Sprawia to jednak, że czujemy się ze sobą dobrze.

Przykład: w badaniu z 2012 roku porównano efekty wyborów „zielonych” konsumentów zwykłych konsumentów. Między nimi nie było znaczącej różnicy.

(badanie: http://www.erscp2012.eu/…/CsutoraM_The_ecological_footprint…)

Problem tkwi w tym, że nawet kiedy chcemy podjąć dobre decyzje, dokonać właściwych wyborów – często jest już za późno. Na przykład: moi znajomi często pytają mnie, gdzie zanieść stare ubrania, żeby zostały zrecyklingowane albo oddane ludziom, którzy ich potrzebują. Moja odpowiedź? Nie ma to znaczenia. I tak skończą w dokładnie tym samym, gigantycznie przeładowanym strumieniu odpadów. To nie twoja wina, gdy próbujesz postępować właściwie: to wina nieubłaganego cyklu szybkiej mody (przyp.tłumacza: fast-fashion jak fast-food czyli szybko i gó*nianie), który zalewa rynek secondhandów tonami ubrań, których Amerykanie nie chcą za żadną cenę.

Jest też sprawa uprzywilejowania. Ruch ekologiczny jest oskarżany o swoją elitarność – i w większości właśnie tak to wygląda. Potrzebujesz mieć konkretną sumę dochodów do dyspozycji, żeby móc pozwolić sobie na etyczne i zrównoważone ekologicznie opcje konsumpcyjne, także wolny czas, żeby zrobić risercz i podjąć właściwe decyzje zakupowe oraz możliwość skorzystania z luksusu kręcenia nosem na 95% tego, co oferuje ci rynek. Dodatkowo przydałoby się jeszcze studium podyplomowe z chemii, żeby zrozumieć prawdziwe znaczenie etykiet ze składem.

Wybieranie mody szytej z konopii, trucie tyłka (przyp.tłumacza: w oryginale grilling the waiter about) kelnerowi o to, jak została złapana twoja ryba i sprawdzanie czy twoje miasto recyklinguje nakrętki od butelek może sprawić, że poczujesz się lepiej, nagrodzisz kilka spółdzielni i prawdopodobnie ochroni cię to przed oskarżeniami o hipokryzję. Jednak to nie może być substytut dla systematycznej zmiany.

Ekologia, dostarczona przez Multinational, Inc.

Doszłam do tej konkluzji poprzez lata osobistych badań i riserczu, ale inni akademicy poświęcili całe swoje życie na odsłanianie błędów konstruktu świadomego konsumpcjonizmu. Jeden z tych ekspertów to profesor nauki i polityki środowiskowej w Clark University – Halina Szejnwald Brown. Niedawno (przyp.tłumacza: w 2016) napisała raport do Programu Środowiskowego ONZ: „Wspieranie i komunikacja w
zakresie zrównoważonego stylu życia: zasady i nowe praktyki”.

(raport: http://www.scpclearinghouse.org/…/20170209_un_communicating…)

Spotkałyśmy się na UN Youth Delegation, a jej prezentacja stała się naukowym i informacyjnym potwierdzeniem moich podejrzeń.
Krótko mówiąc, konsumpcja jest podstawą amerykańskiej gospodarki – co oznacza, że indywidualny świadomy konsumpcjonizm w zasadzie zawodzi. „70% PKB w USA opiera się na konsumpcji gospodarstw domowych. A więc wszystkie systemy, rynek, instytucje, wszystko jest skalibrowane tak, aby zmaksymalizować zużycie „, powiedziała mi Brown w późniejszym wywiadzie. „Cały przemysł marketingowy i reklama wymyśla nowe potrzeby, o których istnieniu nie wiedzieliśmy”.
Weźmy na przykład plastikowe butelki na wodę. Plastik, jak większość z was już wie, jest wytwarzany z ropy naftowej i rozkłada się przez setki – a może nawet tysiące – lat. Przerażające jest to, że nawet nie wiemy ile dokładnie to trwa.

( przyp.tłum.: autorka podaje źródło – http://www.slate.com/…/will_my_plastic_bag_still_be_here_in… )

Dostarczenie zabutelkowanej wody z Fiji do Nowego Yorku to także proces, w którym powstaje duży ślad węglowy. Jednak, pomimo tych niezaprzeczalnych faktów i konsekwentnych kampanii prowadzonych przez dziennikarzy, wolontariuszy i aktywistów; dotyczących noszenia własnych, nadających się do wielokrotego użytku, butelek, konsumpcja butelkowanej wody nadal wzrwasta. Nawet pomimo tego, że taka woda kosztuje 2000 razy więcej niż kranówka.

(źródło: http://www.businessinsider.com/bottled-water-costs-2000x-mo… )

(przyp.tłumacza: warto przeliczyć zużycie na obecną cenę wody lokalnie. Na przykład: około 10 zł za metr sześcienny wody, co daje 1000 litrów. Czyli za 5 litrów, które piję w dwa dni z kranu zapłacę 5 groszy, a za baniak wody 5l zapłacę 4 zł. Jest to 80 razy więcej. Warto wspomnieć, że litr wody z Fiji w Polsce potrafi kosztować 10 zł czyli… tyle co 1000 litrów z kranu. A są przecież mniejsze i droższe opakowania, które smak mają identyczny, wartość taką samą, a ślad węglowy i na paragonie o wiele większy niż woda z kranu)

Więc dlaczego dalej kupujemy 1.7 miliarda półlitrowych butelek, lub 5 butelek na każdą osobę, każdego tygodnia? Dlatego, że kapitalistyczny rynek sprawia, że podjęcie prawdziwie pomocnej środowisku, ekologicznej decyzji jest niewiarygodnie trudne.
Większość naszego jedzenia i produktów konsumenckich przychodzi do nas opakowana w plastik, którego nie da się recyklingować (przyp.tłumacza: jak wiemy nie można wrzucać mokrego, „pojedzeniowego” plastiku do recyklingu, a niektórych nie da się umyć). Jedzenie wolne od pestycydów jest o wiele droższe. Pracujemy coraz więcej, co daje nam coraz mniej czasu na ślęczenie nad przygotowaniem domowego jedzenia, jeszcze mniej na szycie, naprawianie tego, co już posiadamy. Większość naszych ubrań została zaprojektowana tak, by wymienić je za rok, maksymalnie dwa – byśmy kupowali ich jeszcze więcej.
I tylko 2% z tych ubrań szyje się w USA – a takie są o 20% droższe.
Olej palmowy, składnik spożywczy i kosmetyczny, który jest głównym powodem niszczenia lasów deszczowych (przyp.tłumacza: niezwykle ważnych dla filtrowania węgla z atmosfery i zatrzymania go w glebie oraz drewnie drzew, byśmy się nie podusili) oraz nadmiernej emisji węgla, jest w połowie naszych pakowanych produktów, schowany pod tuzinami różnych nazw. To tylko kilka przykładów tego jak rząd i biznes pracują nad tym byś ślepo i ciągle niszczył środowisko, bez względu na to czy kupujesz mleko organiczne czy nie.

( źródła:

A w końcu są jeszcze społeczne przeszkody w podejmowaniu zrównoważonych decyzji. „My, ludzie, jesteśmy bardzo społecznymi istotami. Mierzymy nasz postęp, porównując się z innymi” mówi Brown. „Rezultat jest taki, że bardzo trudno jest nam zrobić coś innego niż robią wszyscy”.

Jeśli chcemy unikać powszechnej kultury konsumpcjonizmu, musimy unikać społecznych obyczajów. Możemy grzebać w śmietnikach i znaleźć doskonale nadające się do spożycia jedzenie, wyrzucone przez restauracje i sklepy spożywcze (przyp.tłumacza: freeganizm). Możemy zwracać absolutnie każdy prezent świąteczny czy urodzinowy, jaki nie spełnia naszych wysokich wymagań (przyp.tłumacza: bo w istocie, społecznie patrząc, wymagania bezodpadowców są wysokie i dla wielu bardzo trudne do zrozumienia i zaakceptowania, niestety). I możemy żądać od rodziny i przyjaciół by serwowali nam na rodzinnych spotkaniach tylko surowe, wegańskie, organiczne posiłki – a jeśli nie robią tego, urządzać strajk głodowy. Jednak zrobienie tego równa się ze staniem się człowiekiem, którego nie da się znieść. Społeczeństwo (przyp.tłumacza: jako czynnik, nie osoby) także stanowi przeszkodę.

A więc jak podejmować decyzje, które naprawdę coś mogą zmienić?

Jaka jest odpowiedź? Nie mówię, że powinniśmy się poddać albo przestać robić te małe, pozytywne kroki w dobrym kierunku, jak odpowiedzialni ludzie. Podobnie jeśli wybierasz „zieleńszy” produkt z powodów zdrowotnych, w każdym tego znaczeniu. Rób to, co uważasz za słuszne.
Ale jeśli chodzi o walkę ze zmianą klimatu, z zanieczyszczeniem i niszczeniem środowiska – pieniądze, czas i wysiłek, które przeznaczamy na podejmowanie niekonsekwentnych decyzji powinniśmy włożyć w działania, które mają prawdziwe znaczenie.

Poza podejmowaniem wielkich, znaczących decyzji dotyczących naszego stylu życia – takich jak wybór życia w gęsto zaludnionym miejscu z publicznym transportem, wyrzucenie czerwonego mięsa z diety i posiadaniu mniejszej ilości dzieci (lub w ogóle nie posiadaniu żadnego) – są działania takie, które zwracają o wiele mniej energii niż w nie wkładamy, takie jak unikanie plastiku za wszelką cenę czy upewnianie się, że stare baterie AA trafiły do właściwego pojemnika. (przyp.tłumacza: prawdopodobnie chodzi o to, że specjalnie się jeździ do oddalonych sklepów, kawiarni, punktów skupu i przez to zużywa więcej surowców niż dzięki temu można oszczędzić – chociaż mogę się mylić, ten akapit był ciężki do przetłumaczenia, więc możecie wejść do źródła i zaproponować własne, lepsze tłumaczenie, a ja zrobię edycję). Przewiduje się, że w 2017 roku cały świat wyda 9.32 miliarda dolarów na ekologiczne środki czystości. Jeśli przekierowalibyśmy chociaż jedną trzecią tych pieniędzy (czyli typową nadwyżkę na te produkty) na nakłonienie naszych rządów, by zakazały toksycznych substancji i chemikaliów, których tak bardzo się obawiamy, zrobilibyśmy dużo większy krok do przodu.

„To drobny gest” – Brown mówi o zadręczaniu się tymi małymi decyzjami – „Znaczące sygnały, że dbasz o środowisko. Jednak samo w sobie, takie działanie nie robi różnicy.”
Poklepujemy się po ramionach za decyzje, które zagłuszają nasze społeczne poczucie winy zamiast włożyć ten sam wysiłek w prawdziwe zmiany dotyczące środowiska. Ale są małe przełączniki, które możemy przestawić w naszej mentalności, które zmienią coś naprawdę. Kilka sugestii:

  • Zamiast kupować drogie, organiczne prześcieradło – przekaż pieniądze organizacji, która walczy o nasze wysychające rzeki.
  • Zamiast jechać do organicznego sadu jabłkowego, żeby wybrać własnoręcznie owoc – spożytkuj ten czas na wolontariat dla organizacji, która zmaga się z pustyniami żywnościowymi. W ten sposób ograniczysz emisję spalin.
    (przyp.tłumacza: Chodzi o miejsca, w których sklepy z żywnością są oddalone o ponad milę od miejsc zamieszkania, przez co trzeba dojechać – a dalej, wiadomo: spaliny, ropa, itd. Warto zerknąć tutaj – http://giznet.pl/coraz-wiecej-amerykanow-zyje-na-pustyniac…/ )
  • Zamiast kupować drogi oczyszczacz powietrza za 200 dolarów (przyp. Tłumacza: tudzież 500-1000 złotych), wesprzyj tymi pieniędzmi polityków, którzy popierają projekty i ustawy mające na celu oczyszczać powietrze i wodę (przyp. Tłumacza: np. takich, którzy chcą walczyć ze smogiem, dają własne projekty w oparciu o konsultacje z polskimi ngosami czy społecznościami eksperckimi z tego zakresu)
  • Zamiast podpisywać petycje żądające od Subwaya usunięcia jednego chemikalium z ich chleba na kanapki, wezwij swoich lokalnych przedstawicieli, aby domagali się przeglądu procesu zatwierdzania szacowanych 80 000 nieprzetestowanych chemikaliów w naszych produktach
  • Zamiast wychodzić na obiad do restauracji typu z-pola-na-stół możesz zainteresować się ustawą ‘Farm Bill’ i tym, jak zachęca do niezdrowego żywienia (przyp. Tłumacza: 1) przetłumaczone dosłownie, ale chodzi o te miejsca, w których nie ma pośrednictwa marketów, a żywność ma niski poziom przetworzenia i jest kupowana u lokalnych, blisko osadzonych dostawców, np. od rolnika kilka kilometrów dalej 2) chodzi oczywiście o USA, ale w Polsce można zorientować się w ustawach, które przechodzą po cichu bez rozgłosu medialnego – możliwe, że są takie, które działają na podobnych zasadach)

Powierzchownie, świadomy konsumpcjonizm jest moralnie właściwym, wielkim ruchem. Ale drenuje siłę obywateli – ich konta bankowe, wolę polityczną. Odwraca naszą uwagę od prawdziwych brokerów energetycznych i skupia naszą energię na drobnych skandalach korporacyjnych i walkach o moralną wyższość wegan.

A więc jeśli naprawdę dbasz o środowisko, podnieś tyłek ze swojego używanego, odpicowanego na nowo, drewnianego krzesła i jedź na spotkanie rady miasta. Jeśli mamy do czynienia z kryzysem ekologicznym, musimy dokładnie zrozumieć, jaką pracę trzeba wykonać, aby uratować naszą planetę – i nie wymaga ona karty kredytowej.


Komentarz do artykułu:

Powiem o tym artykule tak: Budzi negatywne emocje, ruga od góry do dołu, wywraca z pietyzmem poustawiane w umyśle trofea ego, które lubi się połechtać osiągnięciami takimi jak słoik odpadów na rok. I wiecie co? Dobrze. Bo od razu widać, komu zależy na tym, żeby się dobrze poczuć dzięki ekologii, a komu na tym, żeby rozwiązać kryzys.
Ja osobiście plasuję się jak zwykle gdzieś na uboczu. Ani nie robię tego dla podniesienia poziomu komfortu psychicznego, ani nie jestem osobą, która jest mentalnie przygotowana do takich działań jakie opisała autorka tekstu. Jednak jestem gotowy pomagać szerzyć wiedzę o jakiej mówi autorka. Chcę się dowiedzieć i przekazać taką wiedzę dalej. Mniej więcej z tego powodu przetłumaczyłem ten tekst. Ponieważ uznałem, że jest bardzo ważny i musi być dostępny po polsku w jakiejkolwiek wersji, która nadaje się do czytania i nie budzi niechęci z powodu bariery językowej (waszej, jeśli nie znacie angielskiego lub mojej, gdybym beznadziejnie składał zdania i nie potrafił przeczytać angielskiej wersji ze zrozumieniem).

I bardzo proszę, żeby nie wieszać na mnie psów za treść, którą jedynie tłumaczyłem, oki? Wiem, że tekst jest ciężki i negatywny (w dużej mierze). Mnie osobiście bulwersował, smucił – podważa on wygodę w jakiej sadowi się nasze ego (które rośnie sobie pięknie, dzięki dążeniom do życia bez odpadów i kreuje kolejne iluzje, jacy to nie jesteśmy święci dzięki ZW).
Jednak jestem świadom tego, że wybór jest tylko taki: robimy ZW z tego samego powodu, co Grażyna i Janusz kupują wielką plazmę albo naprawdę chcemy coś zmienić w kwestiach środowiskowych.
Upraszczając: wolimy się pochwalić czy coś zdziałać?
Warto poświęcić chwilę na przemyślenie tego. Ja już się zastanawiam, które moje ograniczenia są tylko iluzją…

Swoje poprawki do tekstu możecie zgłaszać na listyczytelnikow@wujeklucyfer.pl 

Zapraszam do polubienia strony http://facebook.com/diabeljestzielony – gdzie piszę o ekologii, tłumaczę takie artykuły, dzielę się infografikami dotyczącymi ekologii, weganizmu i tematów powiązanych takich jak zdrowie

Pozostałe media:

Facebook | Instagram | Snapchat: @wujek.lucyfer |  Szatany Internetu 2.0

konsumpcjonizm konsumpcjonizm konsumpcjonizm